Polska ma szansę utrącić niemiecko-rosyjski projekt budowy rurociągu pod Bałtykiem, pisze dziennik Polska. W sukurs ma przyjść unijna strategia rozwoju tego morza oraz wchodzące w jej obręb zadanie oczyszczenie dna z broni chemicznej zatopionej tam podczas II wojny światowej. Jak ocenia dziennik, wody morza kryją w swych głębinach około 40 tys. ton chemikaliów oraz 300 tys. ton konwencjonalnej amunicji. Komisja Europejska powierzyła koordynację projektu Polsce, która będzie mogła wykorzystać realne zagrożenie katastrofą ekologiczną jako argument przeciwko budowie Gazociągu Północnego, którym rosyjski gaz miałby w przyszłości trafiać bezpośrednio do Niemiec, a stąd do innych krajów europejskich. Warszawa, mająca przekonanie, że ta niezwykle droga inwestycja – jej koszt szacuje się na 10 mld euro – jedynie zwiększyłaby uzależnienie Europy od dostaw błękitnego paliwa z Rosji, od początku sprzeciwia się tym zamiarom. Poprowadzeniu rurociągu Nordstream pod dnem Bałtyku sprzeciwiają się także Szwecja i Finlandia.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.