„Potrzebne są wyrzeczenia”, pisze dzisiejszy dziennik Coriere della Sera, cytując premiera Silvia Berlusocniego. Po wielomiesięcznym karmieniu się nadzieją, że Włochom uda się uniknąć cięć budżetowych, coraz powszechniejszych w Europie, „Il Cavaliere” w końcu rzucił ręcznik na ring. Powszechne od jakiegoś czasu pogłoski o drastycznych ograniczeniach wydatków wreszcie się ziściły – rząd ogłosił szczegóły pakietu oszczędnościowego opiewającego na 24 miliardy euro. Przewiduje on zamrożenie płac, ograniczenia wydatków, a nawet rozwiązanie niektórych gałęzi administracji samorządowej. Podczas gdy związki zawodowe grożą strajkiem generalnym, przewodniczący Komisji Europejskiej, Jose Manuel Barroso twierdzi, że „Włochy są na właściwej drodze”. Złe wieści nadeszły wraz z opublikowaniem raportu Narodowego Instytutu Statystycznego (ISTAT), który pokazuje, że 15 procent włoskich rodzin żyje w ubóstwie. Co gorsza, dwa miliony młodych w wieku 15–29 lat i, co zdumiewające, 29 procent ludzi między 30 a 34 rokiem życia mieszka z rodzicami.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?