Zmniejszenie liczby zgonów, których dałoby się uniknąć, i ograniczenie handlu organami – takie są cele restrykcyjnej dyrektywy w sprawie ich dawstwa i przeszczepów przyjętej w zeszłym tygodniu przez Parlament Europejski (PE). Wymiana organów między krajami członkowskimi nie przebiega dotąd dostatecznie sprawnie z powodu różnic w przepisach. Co więcej „60 000 Europejczyków czeka obecnie na pochodzący od dawcy organ, który pozwoliłby im wrócić do zdrowia, a każdego dnia dwunastu z nich, nie doczekawszy się nań, umiera”, informuje Trouw. Dyrektywa nakłada na państwa unijne obowiązek utworzenia jednolitego systemu świadectw i stanowi, że pobranie narządu musi być „dobrowolne i nieodpłatne”. Dawca może uzyskać „co najwyżej odszkodowanie za operację i rehabilitację”. Państwa członkowskie stworzą też system wymiany danych dotyczących dostępnych organów, których liczba znacznie się różni w zależności od kraju. Parlament Europejski zamierza również powiązać rejestrację potencjalnych dawców z wydawaniem paszportu lub prawa jazdy.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?