Turecki premier Recep Tayyip Erdogan odwiedził Grecję. „Bardzo symboliczna wizyta i niewiele nadziei”, takim tytułem komentuje historyczne wydarzenie To Vima. „Ateny pozostają nieufne”, pisze dziennik i dodaje, że „grecki rząd nie chce się rzucać w oczy w czasie, gdy Ankara testuje ofensywną dyplomację ekonomiczną” w samym środku greckiego kryzysu finansowego. Jednym z głównych tematów poruszonych przez gospodarza, premiera Jeorjosa Papandreu, i jego gościa, który wybrał się w podróż z połową rządu i setką biznesmenów, będzie utworzenie wspólnej rady z udziałem ministrów. Ponadto oczekuje się podpisania 21 umów o współpracy w kilku dziedzinach, w tym w energetyce, edukacji i turystyce, także w kwestiach dotyczących nielegalnej imigracji. Drażliwe tematy, takie jak Cypr, spór terytorialny na Morzu Egejskim czy ponowne otwarcie prawosławnej szkoły teologicznej w Halki (koło Stambułu), będą – według źródeł rządowych cytowanych przez ateński dziennik – poruszane przez dwóch przywódców prywatnie w ten weekend, „przy świeżej rybce”. „To być może początek nowej formy dyplomacji”, ocenia To Vima.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?