Podczas gdy Zachód pogrąża się w swoich kryzysach związanych z zadłużeniem, Chiny stają się „wzorem dla świata dzięki własnemu pragmatycznemu wariantowi gospodarki planowej”, stwierdza Handelsblatt. Ten kraj, umocniony swym dwunastoprocentowym wzrostem w pierwszym kwartale 2010 r., „osiąga nadwyżki, nie gromadząc długów”. W ocenie niemieckiego dziennika gospodarczego ten wyczyn jest nie tyle zasługą gorliwości chińskich biznesmenów, co samego systemu. Oparty jest on na kilku zasadach: w pierwszym rzędzie plany pięcioletnie przekształcają kryzys w zwykłe zawirowanie, które należy sobie powetować; plany ożywienia konsumpcji zaś są wspierane przez państwowe media, które powtarzają, że „można mieć zaufanie do państwa i gospodarki”; no i wreszcie państwo ogranicza kwotę kredytów bankowych, a bank centralny jest pod partyjnym kluczem. „Europejski problem, polegający na tym, że banki centralne zalewając rynek płynnym kapitałem, po który banki natychmiast sięgają, w Państwie Środka nie istnieje”, tam się stąpa „twardo po ziemi”, nie ufając „graczom”, podsumowuje Handelsblatt.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?