„9 maja 1950 – 9 maja 2010”: „Staromodna Europa” przeżyła okrągłe sześćdziesiąt lat. W okresie od deklaracji Schumana do „paktu stabilizacyjnego”, przyjętego przez 27 państw członkowskich dla ratowania euro przed atakami spekulacyjnymi, „europejska przygoda” obfitowała w wiele sukcesów. Ale wydaje się, że w swej obecnej formie dobiega właśnie kresu, ocenia Courrier international. „Dziś UE brakuje prawie wszystkiego”, zauważa magazyn: „czytelnych instytucji, przywództwa, choć trochę demokratycznych procedur i jasnej wizji swoich żywotnych interesów”. Euro, które „miało być najważniejszym krokiem w stronę integracji”, stało się „zupełnym fiaskiem”, stwierdzają gazety cytowane przez Courriera. W ich opinii grecki krach, przerodziwszy się w kryzys wspólnej waluty, odsłonił tylko te sprzeczności, a kontury „nowej Europy” są nadal niewyraźne.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?