W chwili, kiedy Grecja zwraca się do Międzynarodowego Funduszu Walutowego o pomoc w swoich zmaganiach z zadłużeniem, MFW domaga się od Rumunii, która wystąpiła o to samo w 2009 r., nasilenia działań „zmierzających do utrzymania deficytu budżetowego w rozsądnych granicach”. Pisze na ten temat Adevǎrul w tekście zatytułowanym „Przykra sprawa”. Gazeta ocenia, że MFW „nie wierzy już w obietnice rządu Emila Boca i proponuje zwiększenie jednolitej stawki podatkowej o 4% oraz VAT o co najmniej 5%.” Zdaniem dziennika „społeczeństwo i biznesmeni płacą za niekompetencję rządu, który nie potrafi ograniczyć wydatków publicznych [spodziewane są podobno zmiany w gabinecie], a inwestorzy zagraniczni poszukają sobie kraju z bardziej przyjaznym i przewidywalnym systemem podatkowym”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?