Tysiące demonstrantów wyszło 24 kwietnia na ulice Madrytu i innych hiszpańskich miast, by okazać poparcie dla sędziego Baltasara Garzóna, pisze na pierwszej stronie dziennik El Mundo. Garzónowi wytoczono proces za rzekome nadużywanie władzy podczas prowadzenia śledztw w sprawie przestępstw popełnionych przez reżim generała Franco. Tę rozprawę stronnicy sędziego uważają za „kalanie” pamięci ofiar hiszpańskiego dyktatora. Demonstracje zbiegły się w czasie z oskarżeniem wysuniętym przez sławnego podsądnego przeciwko prowadzącemu proces sędziemu Luciano Vareli. Podobno ten miał „bezpośredni interes” w zajęciu się sprawą i rzekomo osobiście poprawiał akt oskarżenia sporządzony przez prawicowy związek Manos Limpias i faszystowską partię Falanga. W dzisiejszym wstępniaku prawicowy dziennik El Mundo piętnuje „kampanię oszczerstw”, która powinna zostać „całkowicie odrzucona jako fałszywa”, rozpoczętą jedynie po to, „by grać na zwłokę i spowolnić proces, tym samym unikając rychłego zawieszenia Garzóna”. Za kilka dni powinien się ustosunkować do tego Sąd Najwyższy.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?