„Żałoba zatem skończona. I co dalej?”, pyta dziennik Rzeczpospolita dzień po złożeniu trumny z ciałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego w krypcie na Wawelu. Kilkugodzinna ceremonia, w której uczestniczyli między innymi prezydenci Rosji, Niemiec, Czech, Litwy, Ukrainy i Gruzji zakończyła tę dziewięciodniową – najdłuższą w historii Polski – żałobę po śmierci pary prezydenckiej i blisko setki wysokich funkcjonariuszy państwowych w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Czy wydarzenie to odmieni scenę polityczną? „Wielkie cierpienie i ból, odczucie wspólnoty nie przemieni ludzi w aniołów”, głosi komentarz warszawskiego konserwatywnego dziennika, ale zaraz wyraża nadzieję, że po doświadczeniach ostatnich dni „mniej będzie kalumni, szyderstw, poniżania”. Chwali też marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego z rządzącej krajem Platformy Obywatelskiej (PO), który przejął obowiązki prezydenta – „ostrożnie korzystał ze swych [nowych] uprawnień”. Tym niemniej Rzeczpospolita podkreśla: „Trudno jednak opierać zaufanie do systemu demokratycznego na wierze w dobre zamiary rządzących. Dlatego tak ważne jest odbudowanie opozycji, a przede wszystkim znalezienie przez nią jak najszybciej kandydatów na prezydenta”. Gdyby ta, „pogrążona w rozpaczy”, nie zdołała „podnieść się z upadku”, na stałe zachwiana zostałaby demokratyczna równowaga w państwie. „Tak, żałoba skończona. Ale jej doświadczenie i dziedzictwo pozostawione przez zmarłych pozostaje i domaga się podjęcia przez żywych”, podsumowuje gazeta.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?