Plan pomocowy dla Grecji, przyjęty przez państwa eurolandu i Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) po to, by uzdrowić tamtejszy dług publiczny, jedynie odsuwa chwilę, gdy dla Aten i wspólnej waluty wybije godzina prawdy, ocenia The Economist. Tygodnik uważa, że „średnioterminowe prognozy dotyczące greckiego zadłużenie są dużo bardziej ponure, niż chcą to przyznać władze”, te w stolicy kraju i te w Brukseli. Z jego obliczeń wynika, że „nawet przy zastosowaniu środków podatkowych równych 10 proc. PKB przez pięć lat Grecja będzie potrzebować nowych bardziej długoterminowych pożyczek, „aby zrestrukturyzować swoje zadłużenie”. A przecież i tak mowa tu o najbardziej optymistycznym scenariuszu, podkreśla The Economist. Wedle jego osądu najbliższe trzy lata będą kluczowe zarówno tak dla Aten, jak i dla „innych wrażliwych gospodarek strefy euro”, a mianowicie Portugalii, Hiszpanii i Włoch. Kraje te muszą wykorzystać nadchodzący czas, „aby przekonać, że nie są takie same jak Grecja” i przeprowadzić niezbędne reformy. „Ani UE, ani MFW nie będą bowiem mogły pozwolić sobie” na ich ratowanie.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?