Siedemdziesiąt lat po zbrodni katyńskiej nad mogiłami pomordowanych przez sowiecką służbę bezpieczeństwa polskich oficerów, Rosjan i przedstawicieli innych narodowości byłego ZSRR pochylą jutro głowy premierzy Polski – Donald Tusk i Rosji – Władimir Putin. „Czy nastąpi przełom?”, zastanawia się na pierwszej stronie Gazeta Wyborcza, która dostrzega, że między Warszawą i Moskwą, po latach chłodu, następuje pewne ocieplenie. W minionym tygodniu rosyjska telewizja publiczna po raz pierwszy pokazała film „Katyń” w reżyserii Andrzeja Wajda, a Federalna Służba Archiwalna poinformowała o znalezieniu nowych dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej. Być może premier Władimir Putin przekaże je szefowi polskiego rządu Donaldowi Tuskowi podczas ich jutrzejszego spotkania. „Rosjanie wiedzą sporo o Katyniu, ale o tym nie mówią. Jednak wstyd przed haniebną przeszłością nawet w Rosji nie jest silniejszy od prawdy”, podsumowuje w redakcyjnym komentarzu dziennik Polska.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?