Dzień po ogłoszeniu wyników wyborów europejskich Le Monde przypisuje odpowiedzialność za rekordową absencję przewodniczącemu Komisji. W sprawie kryzysu, który głównie zaprząta umysły Europejczyków, Bruksela nie zabrała głosu. „To nie Parlament jest winien, tylko pan Barroso, pozbawiony charyzmy politycznej i jakiejkolwiek ekonomicznej wyobraźni” – pisze dziennik. Mimo to państwa członkowskie zamierzają go wybrać na następną kadencję. José Manuel Barroso postanowił szybko działać i chce czym prędzej rozpocząć konsultacje z PPE. Nie wiadomo jednak, czy przewodniczący Komisji zostanie wybrany w myśl zasad (obecnie obowiązującego) traktatu nicejskiego, czy w oparciu o traktat lizboński, który nie został jeszcze ratyfikowany przez wszystkie kraje członkowskie – zauważa dziennik. W przypadku traktatu nicejskiego do wyboru przewodniczącego wystarczy zwykła większość głosów, w przypadku traktatu lizbońskiego byłaby wymagana większość absolutna, czyli głosy 369 eurodeputowanych, wśród których ma zasiadać 263 członków PPE.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?