Poprzez zwykłe amatorstwo Komisja Europejska mogła narazić życie swojego personelu przebywającego na placówce w Kabulu, ujawnia Libération. W 2008 r. zadanie ochrony specjalnego przedstawiciela UE w Afganistanie, a także lokali i samych pracowników ambasady, powierzono brytyjskiej firmie Page Protective Sercices Ltd (PPS). Szacowana wartość kontraktu opiewała na około 27 milionów euro przez cztery lata. A tymczasem, jak stwierdza dziennik, PPS „jedynie bardzo cząstkowo wypełniła swoją misję, o czym służby Komisji doskonale wiedziały”. Libération wylicza wiele nieprawidłowości ‒ rozstrzygnięcie przetargu skończyło się tym, że Bruksela wybrała najdroższą ofertę, złożoną na dodatek przez najmniej profesjonalne, bo „niemające żadnego doświadczenia w strefie działań wojennych”, spośród czterech konkurujących przedsiębiorstw. Ale to nie wszystko, brytyjska firma nie dostarczyła ponoć obiecanego sprzętu i nie zatrudniła przewidzianego personelu, a wynajętym pracownikom przekazała jedynie małą część z budżetu na wynagrodzenia zapisanego w umowie z Komisją. Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych wszczął śledztwo.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?