ABC, 23 marca 2010.
Niechęć Europy do pomagania Atenom w sfinansowaniu 54 milionów euro długu odbija się czkawką innym krajom eurolandu, które najbardziej ucierpiały w wyniku kryzysu, pisze dziennik ABC. 22 marca był kolejnym dniem paniki na giełdach Hiszpanii, Portugalii i Irlandii, które czekają, aż Berlin zdecyduje się wreszcie uratować grecką gospodarkę. To wszystko w sytuacji, gdy „40 procent Niemców uważa, że ich kraj radziłby sobie lepiej poza strefą euro”, zauważa madrycki dziennik. Prezydent Hiszpanii José Luis Zapatero i przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso gorąco namawiają kanclerz Angelę Merkel, by zatwierdziła plan pomocy przed mającym się odbyć 25 marca szczytem UE i tym samym „oddaliła kryzys wiarygodności strefy euro”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?