Zmiany klimatyczne miały ostatnio złą prasę, przyznaje tygodnik The Economist. Doniesienia o tym, że Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) przesadził w ocenach niektórych następstw globalnego ocieplenia „dostarczył amunicji tym, którzy nie wierzą w powagę tego problemu”. Nauka o klimacie skażona jest niejednoznacznością. Duży rozrzut przewidywań co do wzrostu temperatury na Ziemi – od stosunkowo niewielkiego o 1.1°C pod koniec obecnego stulecia do, iście piekielnego, o 6.4°C – ilustruje ową skalę niepewności. A to „nie idzie zupełnie w parze z żądaniami polityków”. Hasło „sześć miesięcy na uratowanie planety” ma znacznie więcej zwolenników niż wyważone opinie na temat możliwych skutków ocieplenia. O ile rozpiętość potencjalnych konsekwencji jest duża, o tyle „koszty odwrócenia niekorzystnych zmian są stosunkowo niewielkie. Podobnie jak właściciel domu płaci niską składkę, żeby zabezpieczyć się na wypadek kataklizmu, tak świat powinien uczynić to samo [by uchronić się przed skutkami globalnego ocieplenia].
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?