„Sąd apelacyjny robi w tył zwrot w sprawie imigrantów”, pisze dziennik La Stampa. Dorośli przebywający nielegalnie na terenie Włoch, a będący rodzicami dzieci uczęszczających do włoskich szkół, nie mogą już uchylać się od deportacji, twierdząc, że spowodowałaby ona emocjonalny wstrząs u ich potomstwa. Apelacja obywatela Albanii została odrzucona, czemu towarzyszyło wyrażenie poglądu, iż zasada mówiąca o konieczności ochrony „psychicznego i fizycznego rozwoju” dziecka obowiązuje jedynie „w wyjątkowych sytuacjach”. Po wprowadzeniu do systemu prawnego Włoch przestępstwa nieprzepisowej imigracji, co już ograniczyło liczbę nielegalnie przybyłych we włoskich szpitalach o 30 procent, „następnym niedostępnym dla nich obszarem mogą stać się szkoły”, komentuje gazeta. Paradoks polega na „posiadaniu praw, lecz niemożności korzystania z nich ze względu na strach przed deportacją. To naprawdę ogromny lęk, wręcz koszmar, który skłania tych ludzi do zrzeczenia się opieki zdrowotnej, a nawet wynagrodzenia za pracę. Czy teraz będą jeszcze musieli poświęcić edukację swoich dzieci?”
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?