„Pomoc dla bezdzietnych małżeństw czy nowa forma prostytucji?”. Takie szokujące pytanie stawia na pierwszej stronie dziennik Information, który stwierdza, że w Danii nasila się dyskusja o handlu komórkami jajowymi. Dunki potrzebują coraz większej liczby komórek jajowych, gdyż coraz później podejmują próbę zajścia w ciążę. Od początku roku w Rigshospitalet, największym szpitalu w kraju, sztucznie zapłodniono czterdzieści kobiet, które inaczej nie mogłyby stać się matkami. Anders Nyboe Andersen, dyrektor ośrodka leczenia niepłodności w Rigshospitalet, oferuje dawczyniom komórek po tysiąc euro. Bente Holm Nielsen, lekarka i członkini Dansk Kvindesamfund (Duńskiego Stowarzyszenia Kobiet), uważa ten pomysł za groteskowy: „Jajeczko staje się towarem, a kobiety stawia się w sytuacji prostytucji reprodukcyjnej”. Na razie w Danii nie wolno płacić za pobranie komórek jajowych, ale jeśli kobieta przechodząca terapię hormonalną wytwarza ich więcej niż potrzeba, to musi oddać je innym.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?