Czy metody, które socjaliści stosują podczas kampanii przed planowanymi na koniec maja wyborami parlamentarnymi, „przypominają praktyki tajnej policji z czasów komunizmu”? Tak, przypominają, odpowiadają na to pytanie Lidové Noviny. Skandal, którego bohaterem stał się szef tychże socjalistów, Jiří Paroubek, ma być na to dowodem. Zarzuca się mu, że zwrócił się do fotografów, by uwiecznili na zdjęciach działaczy z przeciwnego obozu, którzy rzekomo zakłócali porządek na wiecach jego partii. Sprawa nabrała takiego rozgłosu, że Urząd Ochrony Danych Osobowych wszczął śledztwo. A przeciwnicy krewkiego polityka – dodaje gazeta – sami się zdemaskowali: zapełnili skrzynkę pocztową socjalistów informacjami z ironicznymi komentarzami, żeby „ułatwić im zadanie”, założyli też grupę na Facebooku i zatkali skrzynkę mailową Paroubka swoimi wizerunkami.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?