Plakaty antyaborcyjne szokują mieszkańców Poznania (wkrótce mają się pojawić także w innych polskich miastach), donosi na pierwszej stronie Gazeta Wyborcza. Te bulwersujące billboardy fundacji Pro przedstawiają Adolfa Hitlera obok zakrwawionego usuniętego płodu. Pod zdjęciami hasło: „Aborcja dla Polek. Wprowadzona przez Hitlera 9 marca 1943 r. (tego dnia weszło w życie nazistowskie rozporządzenie zaostrzające kary za usunięcie ciąży wśród Niemek „czystej” krwi, jednocześnie zezwalające na nie kobietom „niepełnowartościowym etnicznie”). „W walce z aborcją słabe metody nie działają, to od Hitlera Polki otrzymało prawo do aborcji”, tłumaczy jeden z organizatorów kontrowersyjnej kampanii. „To chore”, ocenia prof. Magdalena Środa, etyk i była minister ds. równości płci. Plakaty nie podobają się także redaktorowi naczelnemu katolickiego Tygodnika Powszechnego ks. Adamowi Bonieckiemu, stawiają bowiem zwolenników aborcji w roli „kontynuatorów dzieła Hitlera”. „To nie pierwsza taka akcja warszawskiej fundacji Pro, która od 2005 r. zorganizowała już 30 wystaw antyaborcyjnych w całym kraju”, przypomina dziennik. I piętnuje fakt, że obrońcy życia, zamiast przekonywać do swoich racji, szokują obrazami i skojarzeniami. „Każdy zwolennik aborcji ma się w tym plakacie przejrzeć jak w lustrze. I zamiast swojego oblicza ujrzeć twarz zbrodniarza”, czytamy w komentarzu Gazety.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?