Po niedawnych sensacyjnych doniesieniach tygodnika The Observer, iż w wyniku „paskudnego charakteru” premiera Gordona Browna, co przejawia się częstymi „wybuchami”, w kancelarii przy Downing Street panuje atmosfera strachu, dziennik The Times pisze dziś na pierwszej stronie o „kulturze strachu”: „Większość urzędników państwowych (...) boi się sprzeciwić sposobowi kierowania biurem przy Downing Street”. Według wewnętrznego sondażu, którego wyniki zdobyli dziennikarze gazety, jedna trzecia sztabu rządowego zamierza odejść, 6 procent chciałoby odejść „możliwie jak najszybciej”, a mniej niż połowa uważa, że „można swobodnie wypowiadać swoje zdanie”. Badanie pokazuje też, że „zastraszanie bądź nękanie dotknęło 7 procent spośród 1270 pracowników administracji rządowej”, co zdaje się potwierdzać słowa Christine Pratt z Krajowego Centrum Ofiar Zastraszania (National Bullying Helpline), która twierdzi, iż do jej telefonicznego centrum pomocy dzwonili urzędnicy z Downing Street narzekający na złe traktowanie w pracy. Gordon Brown zaprzecza wszystkim doniesieniom, jakoby słownie lub nawet fizycznie nękał swoich podwładnych. Historia jest „w całości zmyślona”, twierdzi premier.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?