„Ten zgniły parlament”. Tekst z pierwszej strony dziennika Daily Telegraph, opatrzony fotografią iglic Westminister pod zachmurzonym niebem, jest bezlitosny. Ponad rok po ujawnieniu przez gazetę, że posłowie zawyżają swoje oficjalne wydatki, audyt przeprowadzony przez Sir Thomasa Legga zakończył się wreszcie raportem, który mówi, iż „nadużywanie systemu refundacji kosztów odbywało się na ogromną skalę i nie ograniczało wcale do tych kilku ‘czarnych owiec’, które zostały oskarżone w pierwszych tygodniach afery”. Połowa posłów będzie zmuszona oddać w sumie milion funtów (1,15 miliona euro). Według raportu Sir Thomasa największe nadużycia dotyczyły rachunków za utrzymanie dodatkowych domów oraz kosztownych podróży. Na te ostatnie jeden z deputowanych potrzebował rzekomo 38 550 funtów (44 000 euro). Na jaw wyszły też przypadki wynajmowania jadalni w parlamencie lobbystom i prywatnym firmom, którzy organizowały w nich przyjęcia i kolacje.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?