„Spanikowany” Gordon Brown „pośpiesznie przyleciał” do Irlandii Północnej, donosi na pierwszej stronie Belfast Telegraph. W towarzystwie szefa rządu Republiki Irlandii, Briana Cowena, „do wczesnych godzin rannych” prowadził negocjacje z pierwszym ministrem Peterem Robinsonem z Demokratycznej Partii Unionistycznej (DUP) oraz jego zastępcą Martinem McGuinnessem z Sinn Féin. Chodzi o przełamania impasu w sprawie przekazania kontroli nad siłami porządkowymi i wymiarem sprawiedliwości z Westminsteru do rozdzieranej niegdyś wojną prowincji. Do tej „dramatycznej interwencji” doszło pośród obaw, że Sinn Féin mogłaby „doprowadzić do upadku kruchych instytucji służących podziałowi władzy”. Muszą w nich działać – w myśl litery porozumienia z 2006 r. – obie nieprzyjazne sobie partie, aby wspólnie zarządzać prowincją.
Istnieją obawy, że jeśli DUP nie „zgodzi się na szybkie przekazanie kompetencji z Westminsteru”, to Sinn Féin zażąda przyspieszonych wyborów do północnoirlandzkiego zgromadzenia. W sytuacji gdy głosy unionistów w Irlandii Północnej są obecnie podzielone, z powodu powstania nowego ugrupowania Traditional Unionist Voice (uważającego DUP za zbyt wyrozumiałą wobec byłych terrorystów), najwięcej do zyskania miałaby Sinn Féin i mogłaby wyrosnąć na największą partię prowincji, a Martin McGuinness, były dowódca IRA, mógłby wtedy objąć ster rządów w Irlandii Północnej. Tej samej, o której likwidację kiedyś walczył.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?