W przepisach brytyjskiego prawa dotyczącego osób, które by pomagały swoim krewnym umrzeć, zapanował kompletny nieład. Stało się tak po wyroku sądu, który uniewinnił Kay Gilderdale, oskarżoną o próbę zabicia swojej córki, Lynn, pisze dziś na pierwszej stronie dziennik Daily Telegraph. Córka zdecydowała, że „chce skończyć życie, ponieważ jej organizm został ‘złamany’ siedemnastoletnią walką z zespołem przewlekłego zmęczenia”. Proces wzniecił wieloletnią dyskusję o eutanazji i samobójstwie wspomaganym. Wspomaganie, w tym przypadku, sprowadzało się do podawania środków nasennych i przeciwdepresyjnych oraz wstrzykiwania w żyły powietrza. „Działo się to w grudniu 2008 roku, po tym jak Lynn sama wstrzyknęła sobie morfinę”. Wczoraj podniosły się głosy, iż sprawa ta dowodzi chaosu panującego w brytyjskich przepisach. Wskazywano na kazus pięćdziesięcioletniej Frances Inglis, która w zeszłym tygodniu trafiła na dziewięć lat do więzienia za podanie śmiertelnej dawki heroiny swojemu dwudziestodwuletniemu synowi cierpiącemu na uszkodzenia mózgu.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?