W obliczu zagrożenia antysemityzmem i aby ułatwić sobie integrację, po zakończeniu drugiej wojny wiele, żyjących od lat nad Sekwaną, rodzin pochodzenia żydowskiego postanowiło nadać swoim nazwiskom francuskie brzmienie. Rozenkopfowie stali się więc Rosentami, Rubinsteinowie – Raimbaudami, Wolkowiczowie – Volcotami, itd. „Szukające własnych korzeni niektóre ich dzieci próbują dziś ‘odzyskać’ swoje rodowe nazwiska”, zauważa Libération. Skupieni wokół inicjatywy La Force du nom, wnieśli właśnie tę sprawę przed oblicze Rady Państwa [najwyższego organu sądownictwa administracyjnego]. „O ile każdy cudzoziemiec może sfrancuzić swoje nazwisko, o tyle działanie odwrotne jest niedozwolone”, dodaje gazeta. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych taka możliwość powrotu do jego dawnej formy istnieje od kilku dziesięcioleci.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?