„Rumunia liderem w eksporcie prostytutek”, podaje w tytule Evenimentul Zilei. Dowodzą tego badania przeprowadzone w latach 2006‒2008 przez organizację pozarządową TAMPEP (udzialającą pomocy prostytutkom w całej Europie), z których wynika, że jeśli chodzi o tę „działalność” na obszarze Unii Europejskiej wyprzedziła ona Rosję (pierwsze miejsce w 2006 r.) i Ukrainę. Dziennik zauważa, że zaledwie trzy lata po wstąpieniu do Wspólnoty Rumunia nie traci żadnej okazji, aby się wyróżnić. A jej obywatele, pytani przez gazetę o powody zaistniałej sytuacji, twierdzą, że dzieje się tak w związku z zaostrzeniem prawa dotyczącego prostytucji. Evenimentul Zilei przypomina ‒ gdy cztery miesiące temu prezydencka komisja zaproponowała przeprowadzenie analizy społecznego ryzyka legalizacji nierządu, propozycja ta została jednoznacznie odrzucona zarówno przez społeczeństwo, jak i przez rumuński Kościół prawosławny.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?