„Minęły niespełna cztery miesiące od likwidacji ‘dżungli’, a już powróciły tam setki nielegalnych imigrantów”, pisze Le Parisien. To „obozowisko symbolizujące niepewną sytuację uciekinierów oczekujących na okazję przedostania się do Anglii” przestało istnieć, po interwencji sił porządkowych, pod koniec września 2009 r. Jednak teraz znów przebywa tam od dwustu do trzystu przyjezdnych – przed likwidacją ich było ich ośmiuset – a trochę dalej rozproszonych na wybrzeżu jest ich jeszcze setka. Organizacje niosące pomoc imigrantom w Calais skarżą się, że są zdane wyłącznie na siebie. „Zamknięcie ‘dżungli’ było jedynie zabiegiem medialnym, podsumowuje Jean-Pierre Leclercq, przewodniczący stowarzyszenia Salam. To zupełnie niczego nie uregulowało. Anglia jest wciąż tak samo oddalona o 32 kilometry, przewodnicy dalej się tu kręcą, a imigranci nie przestali marzyć o lepszym życiu”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?