Il Manifesto, 1 stycznia 1970
„Mimo solennych obietnic szybkiej odbudowy, stan wyjątkowy to jedyna rzecz, która rzuca się w oczy. Od tragicznego trzęsienia ziemi w Abruzji, które pochłonęło 302 istnień ludzkich, a 65 tys. osób pozbawiło dachu nad głową, minęły dwa miesiące” – narzeka Il Manifesto. W następstwie tej sytuacji – dodaje ten komunistyczny dziennik – ucierpią europejskie wybory. Głosowanie w zaimprowizowanych lokalach pośród ruin będzie dodatkową udręką dla 35 tysięcy ludzi zmuszonych do codziennego kursowania między obozami na wybrzeżu Adriatyku a miejscami pracy, i z pewnością spotęguje rozczarowanie instytucjonalną bezczynnością. Nie będzie zatem żadnym zaskoczeniem, gdy eurowyborom [w Abruzji] towarzyszyć będzie rekordowo niska frekwencja.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?