Lidové Noviny, 21 grudnia 2009.
„Bałwany kontra Święty Mikołaj”, w ten sposób Lidové Noviny podsumowują manifestację zorganizowaną 18 grudnia przed siedzibą rządu w Pradze przez działaczy inicjatywy „Ocalić Dzieciątko”, którzy domagali się zachowania czeskiego bożonarodzeniowego obyczaju. Zgodnie z nim to mały Jezusek przynosi prezenty pod choinkę, a nie Święty Mikołaj. Eva Fruhwirtová, autorka petycji skierowanej do premiera Jana Fischera ogłosiła: „Nasza tradycja przetrwała 'Dziadka Mroza' (sowiecki odpowiednik Świętego Mikołaja) i musi także stawić opór amerykańskiemu Santa Clausowi”. Wiele praskich sklepów, które popierają kampanię, udekorowało swoje witryny czeskimi symbolami świątecznymi, takimi jak śniegowe bałwanki.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?