Fala chłodów, która w tych dniach dotknęła Belgię, wzbudziła „falę solidarności wobec bezdomnych”, pisze De Standaard. Rodziny, które od dawna koczowały na brukselskim Dworcu Północnym, dzięki prywatnym inicjatywom znalazły czasowe zakwaterowanie. I tak pewien przedsiębiorca zatroszczył się o osiem osób pochodzenia słowackiego, które chciały wrócić do kraju „po tygodniach życia w nędzy i brukselskim brudzie”. Będą mogły spędzić noc w hotelu i otrzymają bilety na samolot na Słowację. Król Albert II oddał do dyspozycji dwa lokale w królewskiej posiadłości w Ciergnon, zaś w wojskowych koszarach można będzie wkrótce zakwaterować kolejne 24 osoby. Flamandzki dziennik zastanawia się, „jak to możliwe, że w tym kraju w 2009 r. dopuszcza się do takich sytuacji, że dzieci śpią pod gołym niebem w przejmującym chłodzie” i potępia bierność polityków.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?