Nazajutrz po opublikowaniu wspólnego artykułu na łamach The Wall Street Journal, Nicolas Sarkozy i Gordon Brown występują jako zwolennicy stworzenie podatku od transakcji finansowych, wyjaśnia dziennik Les Echos. Francja przyłączyła się więc do brytyjskiej propozycji objęcia pięćdziesięcioprocentową daniną premii wypłaconych bankierom w 2009 r. I teraz oba kraje spróbują przekonać do tego wszystkich członków UE. Zapytana o tę kwestię niemiecka „kanclerz Angela Merkel nazwała ten pomysł po prostu ’uroczym’, jak gdyby tak naprawdę w to nie wierzyła”, zauważa dziennik. I dodaje w komentarzu, „ten podatek jest przyznaniem się do klęski […] wysiłków podjętych od początku kryzysu finansowego, aby okiełznać branżę, której wybryki wpędziły światową gospodarkę w obecną recesję”. A choć posunięcia zapowiedziane przez Londyn wcale ich nie cieszą, to nie wygląda na to, aby francuscy bankowcy pracujący w Londynie mieli zamiar porzucić City, co pokazuje reportaż w The Guardian poświęcony tej licznej i dobrze prosperującej grupie.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?