Z chwilą śmierci kolejnego żołnierza w prowincji Helmand, 7 grudnia, armia brytyjska poniosła już w tym roku sto ofiar. Tak więc 2009 r. trzeba uznać za najkrwawszy od czasu, kiedy Zjednoczone Królestwo zaangażowało się osiem lat temu w wojnę. Zdjęcia wszystkich tych poległych zapełniają pierwszą stronę dzisiejszego wydania dziennika Daily Telegraph, który cytuje angielskiego szefa sztabu, generała Davida Richardsa, nawołującego swoich rodaków, by pozostali „nieugięci” i „przygotowani”. „Dla nas, żołnierzy, tego rodzaju kamienie milowe nie mają wielkiego znaczenia”, mówi generał w wywiadzie dla londyńskiej gazety. Ale „każda śmierć utwierdza nas w chęci wykonania zadania”. Tyle że nie jest jasne, na czym dokładnie to zadanie ma polegać, gdy wziąć pod uwagę niedawną decyzję Baracka Obamy, by wysłać kolejne 30 tysięcy żołnierzy do Afganistanu, a wycofać się stamtąd dopiero w 2011 r.
Afganistan
Stu zabitych żołnierzy
8 grudnia 2009
Presseurop
The Daily Telegraph The Daily Telegraph, 8 grudnia 2009
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?