Ponad 350 tysięcy ludzi domagających się dymisji premiera Silvia Berlusconiego wzięło udział w „Dniu Bez-B”. Impulsem do demonstracji były przede wszystkim głosy blogerów, a także te płynące ze strony partii byłego prokuratora Antonio di Pietro, Italia dei Valori. Dziennik Il Fatto Quotidiano, jak zwykle ostro się sprzeciwiający szefowi włoskiego gabinetu, tak opisuje „nową energię” reprezentowaną przez młodzież maszerującą ulicami Rzymu ‒ „porzucone pokolenie, bez pracy i perspektyw w kraju kierowanym przez zgorzkniały, zobojętniały rząd”. Il Manifesto zdaje się podzielać ten pogląd ‒ „zbliża się nowe pokolenie, które nie uczestniczyło w wydarzeniach marca 1968 r. i nie działało w największych partiach politycznych, ale mimo to domaga się dla siebie głosu”. Kontrolowany przez Berlusconiego dziennik Il Giornale, rzecz jasna, nie godzi się z tą oceną. „Chcą jego upadku”, więc „mimowolnie stali się sprzymierzeńcami mafii”. To odniesienie do słów Gaspare Spatuzzy, który opuściwszy obóz premiera, oskarżył go niedawno o związki z mafią. Według Il Giornale ten atak ma przeszkodzić rządowej strategii antymafinej, która w ostatnich miesiącach doprowadziła do aresztowania wielu bossów.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?