Le Monde, 1 grudnia 2009.

Dwa rodzaje danych wystarczą, by wyrobić sobie pojęcie o alarmującej sytuacji panującej w robotniczych dzielnicach we Francji ‒ stopa bezrobocia wśród mężczyzn w wieku 15–24 lata, która wzrosła z 36,6% w 2006 r. do 41,7% w 2008 r. oraz jedna trzecia ludności żyje poniżej progu ubóstwa (w stosunku do 12% w pozostałych częściach kraju). Doroczny raport Narodowego Instytutu ds. Stref Niebezpiecznych w Miastach, opublikowany 30 listopada, daje pełniejszy obraz sytuacji. Według jego ustaleń 4,5 miliona osób mieszkających w tych dzielnicach doświadcza wszelkiego rodzaju nierówności: społecznych, ekonomicznych, mieszkaniowo-infrastrukturalnych i edukacyjnych. „Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest bezczynność przywódców politycznych na szczeblu krajowym, którzy interesują się wyłącznie (…) brakiem bezpieczeństwa”, ocenia Le Monde. Cztery lata po rozruchach, podczas których przedmieścia stanęły w ogniu, zagrożenie nową falą przemocy nie ustało. „Czuję, że weszliśmy już w stadium społecznego buntu”, mówi z niepokojem mer miasta położonego na obrzeżach Paryża. (…) „Czy musi dojść do wybuchu, by ktoś się tym zainteresował?”