Jurnal de Chisinau, 30 listopada 2009.
„Jesteśmy bliżej Europy”, obwieszcza Jurnal de Chisinau i śpieszy z dobrą nowiną ‒ po raz pierwszy od zakończenie drugiej wojny światowej Crăciun (Boże Narodzenie po rumuńsku) będzie obchodzone w Mołdawii 25 grudnia, a nie 7 stycznia. Mołdawski dziennik chwali tym samym decyzję rządu w Kiszyniowie, który przyjął datę zgodną z kalendarzem gregoriańskim (katolickim), a nie z juliańskim (prawosławnym), a ta ostatnia obowiązywała wskutek przyłączenia Mołdawii do Związku Radzieckiego: „Będziemy świętować Boże Narodzenie w tym samym czasie, co wszyscy europejscy chrześcijanie”, cieszy się Jurnal. To „kolejny krok w stronę UE”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?