W Berlinie co noc płoną samochody. W tym roku spaliło się ich już 267, donosi Frankfurter Rundschau. Brukowa prasa pomstuje na „okropnych anarchistów piromanów”, którzy tyranizują właścicieli mercedesów, bmw czy porsche w dzielnicach Friedrichshain, Kreuzberg, Berlin-Mitte i Pankow, które wyglądają na coraz bardziej zamożne. Policja wciąż nie znalazła sposobu na walkę z podpalaczami. Według służb wywiadu wywodzą się oni ze środowisk niezależnej lewicy i, jak tłumaczy gazeta, zwalczają zewnętrzne oznaki bogactwa mieszkańców. I to tych nowo przybyłych mieszkańców obarczają winą za eksmisję artystów i studentów do niedawna zaludniających te „plebejskie” dzielnice, które zrobiły się ostatnio modne. W związku z rosnącą skalą tego zjawiska senat Hamburga postanowił pójść artystom na rękę: chce wykupić dzielnicę, do której miał wkroczyć z potężnym projektem deweloper, i z pomocą tychże artystów odrestaurować istniejącą zabudowę.
Niemcy
Patrzcie, burżuje, jak palą się wasze beemy!
25 listopada 2009
Presseurop
Frankfurter Rundschau Frankfurter Rundschau, 25 listopada 2009
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?