Widmo lustracji zawisło nad Brukselą, uderza w groźne tony Gazeta Wyborcza. Frakcja chadeków w Parlamencie Europejskim domaga się, by kandydatami na komisarzy nie mogli być politycy, którzy w przeszłości byli związani z „represyjnymi reżimami i ruchami niedemokratycznymi”. Zaprawieni w lustracyjnych bojach eurodeputowani z Europy Środkowej już zacierają ręce i sygnalizują, że w związku z tym zagrożeni mogą być dwaj pretendenci do objęcia tek w Komisji – obecny czeski minister ds. europejskich Štefan Füle oraz Węgier László Andor. Pierwszemu wytyka się studia w prestiżowej moskiewskiej szkole dla dyplomatów MGIMO oraz członkostwo w czechosłowackiej partii komunistycznej, a drugiemu neomarksistowskie poglądy. „Obawiam się, że główną rolę grają tu domowe wojny polityczne Czechów i Węgrów. To rodacy komisarzy próbują szargać im opinię”, uważa jeden z pracowników Komisji Europejskiej. Parlament Europejski ma rozpocząć przesłuchania w przyszłym tygodniu.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?