„W bieżącym roku roku pojawi się europejska agencja ratingowa”, powiadamia Diário de Notícias. Lizboński dziennik ujawnia, że Roland Berger Strategy Consultants – największa europejska firma zajmująca się doradztwem strategicznym – prowadzi rozmowy z wieloma unijnymi, jak też szwajcarskimi, instytucjami finansowymi, aby uzyskać około 300 milionów euro na stworzenie europejskiej agencji ratingowej.
Celem tych starań jest ustanowienie „prywatnej organizacji non-profit”, która mogłaby rozpocząć działalności w pierwszym kwartale br., pisze lizboński dziennik. Taka europejska instytucja „zapewni większą przejrzystość” i tym samym będzie w stanie konkurować z trzema największymi agencjami Stanów Zjednoczonych, Standard & Poor’s, Moody’s oraz Fitch.
Według Rolanda Bergera, stworzenie europejskiej firmy, zajmującej się oceną wiarygodności kredytowej – co proponowało wielu europejskich przywódców, takich jak kanclerz Niemiec Angela Merkel czy też przewodniczący komisji UE José Manuel Barroso – przyniesie następujące korzyści:
„... przezwycięży najpoważniejsze problemy agencji ratingowych, w szczególności ich monopolistyczną strukturę oraz konflikt interesów zachodzący w tejże strukturze. (...) Będzie działać według efektywnego modelu kosztowego opracowanego i zaaprobowanego przez sektor bankowy. Model ten zasadza się na strukturze Basel II, analizującej infrastrukturę, stan i charakter kredytów. Jednocześnie zmieniony zostanie cały proces ewaluacji, aby zapewnić większą przejrzystość. Stworzona zostanie platforma online, na której wszystkie agencje będą mogły publikować swoje oceny. Inwestorzy będą musieli zobowiązać się do publikowania swoich własnych rankingów lub ratingów, albo do poddania się ocenie wybranej przez nich agencji ratingowej”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?