„Trzeba jak najszybciej pomóc kobietom, by mogły rodzić mniej dzieci, to sposób walki z zagrożeniem klimatycznym”, tak brzmi według Le Monde główne przesłanie dorocznego raportu Funduszu Ludnościowego Narodów Zjednoczonych (UNFPA). W dokumencie czytamy, że „galopujący przyrost naturalny w krajach rozwijających się jest jednym z głównych czynników ocieplenia i jednym z jego pierwszych zagrożeń”. UNFPA za pomocą takich argumentów usiłuje, na trzy tygodnie przed szczytem w Kopenhadze (COP 15), wprowadzić do porządku obrad kwestię demograficzną jak dotąd nieobecną w negocjacjach międzynarodowych. W najuboższych regionach świata trudno mówić o jakimkolwiek planowaniu rodziny, postępu w tej dziedzinie wciąż nie widać. Jak pisze Le Monde „z przeprowadzonych niedawno badań, na które powołuje się UNFPA, wynika, że jeden dolar zainwestowany w planowanie rodziny i edukację dziewcząt ogranicza emisję gazów cieplarnianych co najmniej o tyle samo, co jeden dolar wydany na energię wiatru”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?