W bujnej wyobraźni brytyjskiej prasy bulwarowej Unia Europejska jest nieustannie rozrastającą się Gwiazdą Śmierci. W jej cieniu znalazło się prawo każdego rodowitego Anglika do picia herbaty i kochania swojej królowej. Od chwili uchwalenia traktatu lizbońskiego na łamach dziennika Daily Express mnożą się kwieciste artykuły, których autorzy pomstują na utratę przez Niegdyś Wielką Brytanię niezależności na rzecz dziwacznie się nazywających biurokratów z Brukseli. Jednak nie wszystko stracone, a to dzięki dzisiejszej rewelacji na pierwszej stronie ‒ okazuje się, że najnowszy kandydat na stanowisko Lorda Vadera UE, Belg Herman Van Rompuy, jest „klaunem”, do czego zresztą sam otwarcie się przyznał. Siostra Van Rompuya, działaczka rywalizującej z nim partii politycznej, „pomogła znaleźć plakat, na którym jej brat pozuje w stroju klauna w trakcie ostatniej kampanii wyborczej,” donosi dziennik. Farage z eurosceptycznego ugrupowania Ukip, oznajmił, że „mianowanie Van Rompuya na to stanowisko nie przyczyni się do powiększenia listy słynnych Belgów”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?