To Vima, 17 listopada 2009.
Podczas gdy Czesi i Słowacy obchodzą dwudziestolecie upadku komunizmu, Grecy wspominają demokratyczny ruch 17 listopada. Dziennik To Vima zamieścił zdjęcie premiera, Georgesa Papandreu, z różą w ręku, oddającego hołd studentom Politechniki ateńskiej, którzy w 1973 r. strajkowali przeciw rządom wojskowym. Podpis pod zdjęciem głosił: „Politechnika, 36 lat później”. Tradycyjny przemarsz studentów tej uczelni pod ambasadę amerykańską, organizowany nazajutrz po oficjalnej ceremonii, odbędzie się „w cieniu policji”, jak to ujęła gazeta. Im bliżej rocznicy rozpoczęcia rozruchów z 2008 r., tym bardziej wzrasta lęk przed zamieszkami. Mogą je wywołać anarchiści, którzy ostatnio są coraz bardziej radykalni.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?