We Francji rozgorzała polemika ‒ oburzony wymierzoną w Nicolasa Sarkozy’ego wypowiedzią pisarki Marie NDiaye, wyróżnionej w tym roku Nagrodą Goncourtów, deputowany większości parlamentarnej Eric Raoult zażądał od ministra kultury, by laureaci najbardziej prestiżowej francuskiej nagrody literackiej przestrzegali „obowiązku powściągliwości”. Marie NDiaye powiedziała w sierpniu tego roku w wywiadzie dla magazynu Les Inrockuptibles, że zdecydowała się zamieszkać w Berlinie w dużej mierze z powodu odrazy, jaką czuje do prezydenta. „Napawa mnie obrzydzeniem ta atmosfera szpiclowania, prostactwa…” – oświadczyła. Libération uważa, że „obowiązek powściągliwości” to próba wprowadzenia cenzury, co świadczy dobitnie o klimacie panującym na prawicy i w rządzie. Oddaje w tej sprawie głos pisarce i ministrowi Frédéric’owi Mitterrandowi, który mówi, że „nie chce się włączać w tę groteskową polemikę”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?