„Czy zniknie żelazna kurtyna na rzece Prut?”, zastanawia się na pierwszej stronie Timpul po podpisaniu traktatu o ruchu przygranicznym z Rumunią. „Odtąd ponad jedna trzecia ludności Mołdawii, czyli ponad milion osób, nie będzie już potrzebować wizy wjazdowej do Rumunii”, cieszy się mołdawski dziennik. Parafowany 20 października w Kiszyniowie dokument zakłada swobodny wjazd do Rumunii – a więc tym samym na teren Unii Europejskiej – Mołdawian zamieszkałych w departamentach położonych wzdłuż wspólnej granicy na Prucie, a więc w odległości nie większej niż 30 km od niej, którzy będą mogli podróżować 50 km w głąb sąsiedniego. „Wracamy tym samym do normalności w stosunkach z Unią Europejską i z Rumunią”, stwierdził z zadowoleniem 20 października Iurie Leanca, mołdawski minister spraw zagranicznych. Traktat ma wejść w życie do końca 2009 r., ale musi go jeszcze zaopiniować Komisja Europejska.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?