Barackowi Obamie przyznano właśnie Pokojową Nagrodę Nobla, gdy jeszcze dziś rano komentator polityczny tygodnika New Statesman, Mahdi Hasan, skrytykował dokonania amerykańskiego prezydenta. Obama, który obiecał zerwanie z polityką ery Busha – argumentuje dziennikarz – podąża śladami swego skompromitowanego poprzednika, zwłaszcza w polityce zagranicznej. Zapowiadając koniec wojny w Iraku, po prostu przerzucił amerykańskie oddziały, szpiegów i dyplomatów do Afganistanu i jeszcze dalej, poza granicę z Pakistanem, by tam przygotowywać operacje wojskowe. „Zaaprobował naloty bombowe, w których w ciągu 9 miesięcy zginęło więcej cywilów, niż przez ostatni rok rządów poprzedniej administracji”. Po ogłoszeniu decyzji komitetu noblowskiego Mahdi na swym blogu zatytułowanym „Wolne żarty” pisze: „Kult Obamy wyniósł go do pozycji superczłowieka, wręcz świętego czy półboga świata polityki”. Po czym kwaśno komentuje, że „Dostał nagrodę pokojową, choć pokoju jak na razie nie zaprowadził”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?