„Rosja przyznaje Serbii miliardowy kredyt [w euro]”, informuje w tytule Der Standard. Dodaje, że również Chiny chciałyby wesprzeć ten kraj kwotą 200 milionów euro. Rosyjska pożyczka, która mogłaby zostać przekazana pod koniec roku, ma załatać tamtejszy deficyt budżetowy i być przeznaczona na inwestycje w infrastrukturę. W zamian, jak wyjaśnia austriacki dziennik, Serbia obiecuje złożenie lukratywnych zamówień w przedsiębiorstwach pożyczkodawców, zwłaszcza z branży budowlanej. „Serbsko-rosyjski deal” wzbudza niepokój – i to nawet wśród samych Serbów, bo ekonomiczne i polityczne wpływy Rosji mogą stać się „determinujące” i „opóźnić zbliżenie z Zachodem”, analizuje Der Standard. „Większość Serbów czuje się porzuconych przez UE”, pisze gazeta. „Serbia otrzymała od Unii zaledwie 100 milionów – i jest to wyraźnie za mało”, ubolewa serbski minister gospodarki Mladan Dinkić. Tak więc, „choć przystąpienie do UE pozostaje priorytetem”, to kraj, który znajduje się na krawędzi bankructwa wskutek kryzysu gospodarczego, „jest zmuszony szukać partnerów na Wschodzie i przyjąć każdą pomoc finansową”, podsumowuje dziennik.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?