Kiedy dziś oczy całej Europy zwrócone są na Irlandię, w Brukseli Chorwaci znów usiądą do negocjacyjnego stołu z UE, przypomina Gazeta Wyborcza. Słowenia przez prawie 10 miesięcy blokowała rozmowy akcesyjne, szantażując Zagrzeb, by wymusić korzystną korektę granicy morskiej na Zalewie Pirańskim i na rzece Dragonja. Ciągnącym się od rozpadu Jugosławii w 1991 r. sporem granicznym między sąsiadami zirytowana była już nie tylko Bruksela, lecz i Stany Zjednoczone. Argumenty sekretarz stanu Hillary Clinton najwyraźniej przekonały Słowenię. Kilka tygodni temu doszło do spotkania jej premiera Boruta Pahora z szefową rządu Chorwacji Jadranką Kosor; wtedy to ostatecznie uzgodniono sposób rozwiązania sporu. Chorwaci poszli na ustępstwa, obiecując Słoweńcom dostęp przez Zalew Pirański do Adriatyku, a ci drudzy zapewnili, że nie będą wiązali negocjacji z arbitrażem. Jak pisze dziennik, wielu ekspertów jest zdania, że Chorwacja to jedyny kraj, który „w przewidywalnym czasie” wejdzie do UE. Ubiegająca się także o członkostwo Islandia, której wniosek został niedawno przyjęty, będzie miała duży kłopot, bo większość mieszkańców Wyspy Gejzerów, gdzie ma się odbyć ogólnonarodowe referendum, jest przeciwna akcesji. Tymczasem większość Chorwatów jest za nią. Do tej pory Zagrzeb otworzył 22, a zamknął tylko 7 spośród 33 obszarów negocjacyjnych. Unijny komisarz ds. rozszerzenia Olli Rehn jest mimo to przekonany, że negocjacje będzie można zakończyć w drugiej połowie 2010r.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?