„Brytyjska gospodarka stoi w miejscu za sprawą kryzysu euro”, alarmuje Daily Telegraph. A do takiego wniosku prowadzi, omawiany przez gazetę, raport Ernst & Young ITEM Club. Dokument ten pokazuje, że sytuacja gospodarcza kraju jest „gorsza, niż się spodziewano”. Jak mówi jeden z głównych doradców ekonomicznych agencji, „światełko w tunelu, które dostrzegaliśmy trzy miesiące temu – mianowicie inwestycje i eksport – dziś zmalało do rozmiarów iskierki. Wszystko przez narastającą niepewność wokół sytuacji Aten oraz niestabilność strefy euro”.
Analitycy Ernst & Young spodziewają się, że w tym roku brytyjski wzrost gospodarczy wyniesie zaledwie 0,9%, czyli, „pod koniec roku będzie on właściwie zerowy”. Tymczasem ludzie zaczynają odczuwać pierwsze cięcia w sektorze publicznym. Agencja ostrzega więc, że Zjednoczonemu Królestwu grozi podniesienie się poziomu bezrobocia. Do wiosny 2013 r. pracy może nie mieć 2,7 milionów ludzi.
Autorzy zalecają, by rząd obniżył opłaty towarzyszące kupowaniu nieruchomości. Inna rada to wprowadzenie „celowanych ulg podatkowych”, które pobudzić mogą wzrost. Jak przyznają sporządzający raport, niewiele da się jednak zrobić z „mało zdecydowaną reakcją europejskich liderów na trwający właśnie kryzys wspólnej waluty”
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?