De Standaad, 25 września 2009

Jak donosi belgijski dziennik De Standaard, Duńczycy są dawcami ponad połowy spermy wykorzystywanej w zabiegach in vitro w Belgii. Bez obaw – przyszłe matki nie marzą o błękitnookim i jasnowłosym potomstwie, po prostu w bankach spermy brakuje materiału. A duński Cyros International należy do największych instytucji tego typu na świecie i oferuje odpłatnie szpitalom we wszystkich krajach ponad 75 tysięcy dawek ejakulatu. Instytucja ta, jak zauważa doktor Ahmed Mahmoud ze szpitala uniwersyteckiego w Gandawie, bardzo dobrze wynagradza dawców, na co w Belgii raczej liczyć nie mogą. „Z powodów etycznych nie płacimy zbyt dużo, bo nie chcemy przekształcić naszej działalności w podejrzany interes. Dlatego też ponad połowa dawców nasienia w Belgii pochodzi z zagranicy, głównie z Danii”. Uchwalona w 2007 r. ustawa jeszcze bardziej utrudniła znalezienie wystarczającej ilości materiału: sperma od jednego mężczyzny moż być przekazana co najwyżej sześciu kobietom. Koen Devriendt, genetyk z katolickiego uniwersytetu w Leuven, nie martwi się szczególnie tą „duńską inwazją”: „Wręcz przeciwnie. Znacznie bardziej niebezpieczna jest endogamia. Reprodukcja niespokrewnionych ze sobą osób zmniejsza niebezpieczeństwo wystąpienia chorób dziedzicznych”.