Irish Times zamieszcza na stronie tytułowej mało zachęcające zdjęcie premiera Briana Cowena spoglądającego ponuro w dal. Czyżby fotoedytor dublińskiego dziennika sugerował przekornie, że premier poznał właśnie wyniki najnowszego sondażu na temat referendum w sprawie traktatu lizbońskiego? Na tydzień przed głosowaniem tylko 48 procent respondentów gotowych jest głosować za kontrowersyjnym, liczącym 269 stron dokumentem. Odsetek zamierzających głosować na „nie” wzrósł tymczasem o 4 punkty procentowe, do 33 procent. Próbując uderzyć w optymistyczną nutę, gazeta zauważa, iż „zwolennicy Lizbony będą zadowoleni, że ich przewaga pozostaje niezagrożona”. Jednak w sytuacji, w której obozowi przeciwników traktatu znowu przewodzi bohater zeszłorocznej kampanii Declan Ganley, niepopularny premier Cowen może mieć powody, by czuć się niepewnie. Pomimo ponadpartyjnego poparcia dla traktatu, przedsięwzięć, które Irish Times określa jako „energiczne” i wysiłków samego premiera, nadal co piąty mieszkaniec Zielonej Wyspy nie wie jeszcze, jak będzie głosował.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?