Trzy lata po pierwszych działaniach ratunkowych „Dexia walczy o przetrwanie”, pisze w tytule De Morgen po nadzwyczajnym spotkaniu rady nadzorczej francusko-belgijskiego banku 3 października. „Mimo pogłosek o rychłym podziale Dexii, w komunikacie prasowym nie ma żadnej wzmianki na ten temat”, pisze flamandzki dziennik. Gdyby pogłoski o podziale miały się potwierdzić, „zdrowe” aktywa Dexii zostałyby sprzedane, a aktywa „toksyczne” pozostałyby w „złym banku”. Według De Morgen belgijski premier Yves Leterme oświadczył, że rząd jest gotów „w razie potrzeby” zostać gwarantem „Dexii”. Jak informuje 4 października De Standaard, „akcje [banku] spadły zaraz po otwarciu o 37% […], a tuż przed południem nadal była strata i wynosiła ponad 20%.” Według agencji prasowej Bloomberg jest to najpoważniejszy spadek Dexii na giełdzie od 1996 r.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?