Unia Europejska uruchomiła program, który ma zachęcić rządy krajów członkowskich do przyjmowania u siebie uchodźców, chodzi o to, by ten ciężar był równomiernie rozłożony, donosi El Mundo. „Około dziesięciu państw przyjmie potencjalnych azylantów napływających masowo na Południe, do Hiszpanii, Włoch i na Maltę czy tam, gdzie panuje większa tolerancja, taka jak w Szwecji”, precyzuje dziennik i dodaje, że za każdego przyjętego uchodźcę kraj otrzyma 4000 euro z Europejskiego Funduszu na rzecz Uchodźców na dofinansowanie świadczonej pomocy publicznej. „Chęć udziału w programie zadeklarowało Zjednoczone Królestwo, Holandia i kraje nordyckie” – oświadczył gazecie Antonio Guterres, wysoki komisarz ONZ ds. uchodźców (UNHCR), obecny na spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych UE, na którym decyzja ta została podjęta. Organizacja pozarządowa Human Rights Watch skrytykowała warunki, w jakich żyją przechwyceni na Morzu Śródziemnym emigranci odesłani do Libii: są „przetrzymywani w nędznych ośrodkach, w których nadużycia fizyczne są powszechną praktyką”. Antonio Guterres też ocenił ich warunki życia jako „przerażające” i wyraził w imieniu ONZ poważne zastrzeżenia co do tego, czy Libia powinna być krajem dla azylantów.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?